poniedziałek, 5 listopada 2012

18.

-Tato...- zaczęła Claire.
-Andrzej... Dzwonił... Odda nam syna, jeżeli zapłacimy pięćset tysięcy... - powiedziała załamana matka
-No chyba debila popieprzyło! Dobrze wie, że nie jestem już w Koninie i nie zarabiam tyle forsy ile wcześniej!
-Nie masz żadnych oszczędności? To przecież chodzi o Patryka...
-Może coś mam, ale z czego będziemy dalej żyć?!
-Spokojnie, coś się wymyśli, teraz najważniejszy jest on...
-Ale poczekaj... Powiedział kiedy i gdzie mamy przekazać okup?
-Powiedział, że zadzwoni jutro i wszystko powie, a pieniądze mamy dać pojutrze...
-Po pieniądze pojadę jutro, bo teraz już nie mam sił...
-Idź się połóż, odpocznij – powiedziała matka i spojrzała na zegarek. Była już dwudziesta czwarta. - Zuzia, słuchaj będzie najlepiej jak zadzwonisz do mamy, że zostajesz u nas, co ty na to?
-Nie będę się państwu na głowę pchała w takim trudnym okresie...
-Niee, Zuza! Zostań, możesz spać u mnie w pokoju, proszę... Ja kolejnej nocy sama, bez Patryka nie zniosę – powiedziała cicho Claire, żeby Anastazja nie usłyszała.
-Nie narzucasz się dziecko! Nawet o tym nie pomyślałam. Naprawdę chcę, żebyś dzisiaj
u nas spała, nie będziesz wracać teraz o tej godzinie do domu... Oszczędź mi gadania i się zgódź – dodała 
z uśmiechem kobieta.
-No dobrze, jeżeli pani tak nalega... - odpowiedziała skromnie.
Poszła za Cler do jej pokoju. Sypialnia była dość duża. Miała jasne ściany i białe meble. Dużo było tam plakatów i różnych obrazów. Łóżko było przykryte kołdrą w kolorowe paski. Widać było, że jest to pokój nastolatki...
Claire włączyła komputer. Puściła jakiś film i przyniosła z kuchni przekąski. Oglądały filmy do rana. Około dziewiątej dziewczynę zabrała do domu Anastazja. Zuzanna musiała się przebrać i umyć, więc kobieta poczekała na nią w samochodzie. Nastolatka śpieszyła się jak tylko mogła, zabrała najpotrzebniejsze rzeczy, powiedziała mamie, że dzisiaj znowu będzie u państwa Górskich, bo Patryk jeszcze się nie odnalazł. W drodze powrotnej podjechali po Kornele. W trójkę przyjechały pod posiadłość. Okazało się, że porywacz dzwonił. Umówili się razem z ojcem przy kontenerze obok starej fabryki na ulicy Okólnej, więc ojciec wyruszył, by zdobyć pieniądze na okup.
Wszystkie siedziały w salonie. Popijały herbatę. Milczały. Ta cisza była tak gęsta, że można było ją kroić nożem... Zdenerwowane wyczekiwały powrotu mężczyzny. Po pół godziny Andrzej wreszcie wrócił otwierając z hukiem drzwi, po czym rzucił na ziemię torbę, w której najprawdopodobniej były pieniądze.
-Znalazłem skur*ysyna! - krzyknął ojciec Patryka.
-Co?! - krzyknęły naraz.
-No jechałem, widziałem go przy tej starej budowie tam przy lesie...
-W tej śmierdzącej melinie trzyma naszego syna?! Jedziemy tam! - sfrustrowana kobieta niemal krzyknęła w nadmiarze emocji
-Ana, uspokój się, pojadę sam. Mam nadzieję, że przywiozę go bezpiecznie.
-Pan chyba zwariował! Jesteśmy tu po to, żeby pomóc. Jedziemy! - krzyknęła Zuzia.
-Zwariowałaś? Nie będę was narażać, wszystkie zostajecie w domu. Ja załatwię pomoc.
-No chyba, nie... Niee, Andrzej, tylko nie jego.
-No właśnie, JEGO – odpowiedział z uśmiechem...
-Nunczako? ZWARIOWAŁEŚ?! - krzyknęła matka.
-Tylko jego znam i tylko on mi w tej sytuacji pomoże. Spokojnie, nic nie zrobi. Ja o to zadbam... - powiedział pewny swego, odwrócił się na pięcie i otworzył drzwi. -A zajmij się tymi pieniędzmi, schowaj je gdzieś – dodał i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Matka uniosła torbę z lekką trudnością i poszła z nią gdzieś na dalsze piętra.
-Myślicie, że odzyska Patryka? - spytała Kornela, której ręce drżały niemiłosiernie.
-Mój tato? Oczywiście! Jeżeli już wie, gdzie go szukać, załatwi porywacza na amen, a jak się jeszcze Nunczako w to wtrąci to będzie krwawa masakra – zaśmiała się. - Tylko miejmy nadzieję, że mój brat jeszcze... Jeszcze żyje – dokończyła szeptem.
-W to nie wątpię, że żyję. Czuję to w kościach... Trzymajmy kciuki, usiądźmy i czekajmy, bo nic innego nam na razie nie pozostało...
Zeszła Anastazja. Nie odzywały się, czekały... Minęła już dwudziesta druga, dwudziesta trzecia, wpół do północy. Usłyszeli głos z podwórka. Chrobotanie kluczy w zamku... Nagle wszedł Andrzej z Patrykiem i jakimś nieznanym mężczyzną. Kobieta i dziewczęta, aż podskoczyły z kanapy.
-Patryk! - krzyknęły i podbiegły.
-Hola, hola! Dajcie chłopakowi odetchnąć... Sporo wycierpiał... - uspokoił ojciec wszystkich. Chociaż nastolatek i tak wiedział, że ta noc nie skończy się za szybko, bo przecież musi im wszystko opowiedzieć...
-Należy im się za ten czas, który poświęciły na czekanie na mój szczęśliwy powrót – powiedział sobie 
w duchu Patryk, uśmiechając się do siebie.
__________________________________
No i kolejny rozdział... :D Szczerze to nie planowałam dzisiaj nic dodawać, ale Ola mnie ubłagała, to macie. :) Zachęcam do komentowania, oceniania, obserwowania i udostępniania gdzie się da! : * 45137316 - moje gg, zapraszam do pisania, bo mi się nudzi! :P
Pozdrawiam, żegnam i dobranoc. < 3

17.

                Otworzyły drzwi. Stał na progu. Jego spojrzenie było przepełnione lękiem. Na twarzy miał liczne zadrapania. Wszedł do domu... Zuzia zobaczyła, że na pasku gdzie wcześniej był jego pistolet, nic nie ma...
               
-Co się stało?! – zapytała zszokowana Anastazja.
                -Byłem w melinie... Okazało się, że prawie wszyscy są w Koninie. Oprócz Jerry’ego... Gdzieś zniknął i nikt nie potrafi mi powiedzieć gdzie jest.           
                -A co z twoją twarzą? – spytała małżonka.
                -Nic, nic. To przez to, że przyjęli nowych... Pełni wigoru no i się rzucili z pięściami, dopóki nie dowiedzieli się kim jestem. Nie mają prawa mnie dotknąć, ani mojej rodziny – uśmiechnął się.
                -A pistolet?! Miał pan za pasem pistolet! Gdzie on jest?! – krzyknęła Zuza.
                -Spokojnie,  spokojnie, nie mogę ci powiedzieć, ale nie krzycz już błagam, głowa mnie boli – powiedział, łapiąc się za głowę.
               
-Kochanie, chodź do łazienki. Opatrzymy twój policzek – powiedziała zdenerwowana kobieta.
               
Nastolatka usiadły na kanapie. Czekały, aż para wyjdzie. Po kilkunastu minutach wszyscy znaleźli się w salonie. Andrzej, ojciec Patryka postanowił, że przejedzie się po mieście w poszukiwaniu jakichś śladów. Kornela musiała już wracać. W domu została Claire, Anastazja i Zuzia… Nagle ktoś zadzwonił. Kobieta odebrała. Znowu ten głos, ten sam…:
                -Niech się twój mąż nie męczy, szukając nas w okolicy to i tak nic nie da. Nie znajdzie nic – mężczyzna w słuchawce zaśmiał się bezczelnie. – Oddam wam chłopaka pojutrze za pięćset tysiaków. Jutro dam znać, gdzie przekażecie okup… - odłożył słuchawkę. Kobiecie trzęsły się ręce. Była pewna, że pod koniec rozmowy usłyszała krzyk swojego syna…
                -Co powiedział?! Odda nam go?! – krzyknęły obie dziewczyny...
                -Taak, za pięćset tysięcy...
                -Słucham? Przecież nie mamy tyle... – szepnęła zmartwiona Claire.
                -Pod koniec słyszałam krzyk Patryka… –powiedziała markotnie.  Dziewczyny totalnie zaskoczyła ta wiadomość. To znaczy, że on nie tylko go więzi, ale tez męczy, maltretuje i torturuje...             

Do domu wszedł Andrzej. Kobieta nie wiedziała jak mu powiedzieć o rozmowie z porywaczem. Stała naprzeciw, wpatrując się w mężczyzną. Język utknął jej w gardle. On wiedział, że cos się musiało stać… Bo przecież wszystkie stały w salonie z wytrzeszczonymi oczami...
                -Co jest? – spytał. Żadna nie potrafiła wydusić z siebie słowa...
____________________________________________________
Przepraszam, wiem, że miałam dodać rozdział wczoraj wieczorem, ale za dużo się działo... Po raz kolejny dziękuję mojemu kochanemu Ziutkowi za pomoc. < 3 Zachęcam do pisania na moje gg - 45137316. :)
Pozdrawiam. : ***

niedziela, 4 listopada 2012

16.

Siedziała do późna w domu państwa Górskich. Czekali na jakąś wiadomość od porywaczy. Kornela musiała wyjść wcześniej. Nikt jednak nie dzwonił w sprawie okupu. Matka Patryka odwiozła Zuzię o dwudziestej drugiej do domu... Weszła po cichu do mieszkania. Zamknęła drzwi na klucz, zabrała sok z kuchni i poszła do sypialni. Zmęczona zrobiła lekcje i weszła na facebook’a... Po chwili jednak wyłączyła stronę. Za to włączyła muzykę, podłączyła słuchawki... Tej nocy nawet się nie kładła do łóżka i tak wiedziała, że nie zmruży oka, dopóki jej przyjaciel nie będzie bezpieczny, w domu. Siedziała tak aż do czwartej nad ranem. Cały czas słuchała muzyki... Postanowiła, że nie pójdzie dzisiaj do szkoły. W tym stanie?A co gorsza bez Patryka? To nie miało najmniejszego sensu...
Matka nawet nie zwróciła uwagi na to, że jej córka była w domu. Zuzia w końcu wyszła z domu. Poszła do państwa Górskich. Pomyślała, że ich wesprze. Po pół godziny spaceru znalazła się przed ich drzwiami, zapukała. Otworzyła jej matka Patryka. Zaprosiła dziewczynę do środka. Okazało się, że Kornela też nie poszła do domu. Siedziała na kanapie w salonie naprzeciwko pana Górskiego.
-Dzień dobry... Postanowiłam przyjść. Chciałam pomóc. I porozmawiać... - powiedziała w kierunku mężczyzny.
-Taak, taak. Siadaj dziecko... - odpowiedział szeptem.
-Może zaczniemy od początku. Miał pan jakiś wrogów w tej szajce?
-Wiedziałem, że nie powinienem takim małolatom jak wy o wszystkim mówić. Zaczniecie się przejmować, a do tego obiecałem sobie, że TUTAJ nikt o tym się nie dowie... Miałem jakichś tam wrogów w gangu. Nawet kilku...
-Przynajmniej dzięki temu wiemy na czym wszyscy stoimy. Nikomu nie sypniemy – powiedziała Kornela. Zuza zauważyła, że jej koleżance drżą ręce. Nie spała tej nocy, miała okropne wory pod oczami...
-I nie sądzi pan, że to mógł być któryś z nich?
-Możliwe, ale po co? Jeżeli dałem sobie już spokój z gangiem. Odszedłem. To po co by mnie mieli szukać? A co gorsza porywać mojego syna?
-To zapewne zemsta. A może wyrzucił pan kogoś, a teraz się mści? Najlepiej by było gdyby pan wrócił do Konina... - zaczęła Zuzanna. Przerwała jej matka:
-Dziewczyno! Opamiętaj się! Mój mąż nigdzie nie jedzie! A co gorsza do Konina! Zastanów się nad tym co mówisz w moim domu!
-Anastazja! Daj jej dokończyć! - krzyknął mąż.
-No właśnie... Może po prostu pan tam pojedzie. Rozezna się czy wszyscy pana koledzy są na miejscu, bo jeżeli tak to to jest grubsza sprawa – powiedziała nastolatka patrząc z wyrzutem na kobietę.
-Wiesz co? To nie jest taki głupi pomysł... Ja się przejadę, a wy tu zostaniecie i będziecie czekać na jakiś znak od porywacza... Dobrze? - spojrzał na swoją żonę.
-Ehhh, jeżeli nie ma innego wyjścia? Jedź i to czym prędzej... - powiedziała szeptem...
Pan Górski przebrał się w czarny garnitur. Zuza dałaby sobie rękę uciąć, że zauważyła pistolet za pasem, kiedy mężczyzna poprawiał marynarkę. Wyszedł bez słowa do samochodu...
-Przepraszam, że tak na ciebie krzyknęłam, ale nie chcę stracić nikogo z rodziny przez ten cały pieprzony gang – powiedziała pani Anastazja do Zuzi.
-Nie ma sprawy. Rozumiem, ale wiem, że pani mąż wróci bez żadnych nawet najmniejszych zadrapań. A co najważniejsze – z jakimiś informacjami o porywaczach...
-Miejmy nadzieję – odpowiedziała i usiadła obok dziewczyn na kanapie. - Rozgośćcie się, tam jest kuchnia, co już wiecie. Zróbcie sobie herbaty, a jeżeli jesteście głodne to lodówka jest pełna – żadna z nastolatek nie wstały. W trójkę siedziały tak, aż do czasu powrotu Claire. Dziewczyna zrobiła wszystkim herbaty, a jej matka opowiedziała jej, gdzie jest pan Górski. Nastolatka usiadła z nimi. Czekały tak, aż do wieczora, kiedy usłyszały, że do garażu wjeżdża samochód. Wszystkie się zerwały i stanęły przy drzwiach... Żadna nie miała odwagi otworzyć drzwi i zobaczyć w jakim stanie wrócił ojciec Patryka...
 _________________________
Heej! Rozdział planowałam na wczoraj w nocy, albo dzisiaj z samego rana... Niestety siedziałam do późna i nic nie wymyśliłam, przez co obudziłam się dość późno, ale coś wyskrobałam... Mam nadzieję, że się spodoba. :) Zachęcam do pisania do mnie na moje gg - 45137316. : >
Dedykacja dla mojego siostera i dla M... :) Dzięki, że jesteście...: )
Buziaki! : 33

ZAPRASZAM NA GG!

Możecie się mnie zapytać o wszystko, zawsze postaram się doradzić. Opinie na temat bloga też mile widziane - GG 45137316

sobota, 3 listopada 2012

15.

Niedziele spędziła w domu. Miała bliższe i dłuższe spotkanie z muzyką i książkami. Problemy zaczęły się w poniedziałek. Wyszła do szkoły jak zwykle, ze słuchawkami w uszach. Nie chciało się jej czekać przed szkołą na Kornele. Poszła prosto pod klasę języka polskiego. Pod czternastkę. Za dziesięć minut przyszła przyjaciółka. W szkole była prawie cała pierwsza a, ale brakowało jednego ucznia. Patryka. Dziewczyny zaczęły się martwić, nie opuścił żadnej lekcji odkąd przyszedł do tej szkoły.
-Może jest chory, nie przejmujmy się na zapas – powiedziała Korni.
-Niee, wszystko było z nim w porządku. Coś się musiało stać, ja to czuję...
Lekcja zaczęła się, chociaż Zuzanna nawet nie zwracała uwagi na to co mówiła nauczycielka. Ciągle martwiła się o przyjaciela. Najgorsze było to, że nikt nie dowiedział się gdzie mieszka chłopak, a ich wychowawczyni nie może udzielić takich informacji. Po lekcjach Zuzia siedziała z Kornelą na schodach. Do szkoły weszło małżeństwo w średnim wieku, byli strasznie zdenerwowani, i szybko pobiegli pod pokój nauczycielski. Zuza poszła wraz z koleżanką zobaczyć co się dzieje. Okazało się, że byli to rodzice Patryka. Ojciec w ciemnym garniturze. Miał ciemne włosy, wąsy i bródkę, a matka była wysoką blondynką. Ubrana była w bardzo elegancki zestaw, a perłowa bransoletka dodawała uroku całemu strojowi. Dorośli rozmawiali z wychowawczynią. Zuza i Korni podeszły. Zuzia cała zdenerwowana zapytała się kobiety:
-Przepraszam bardzo, ale czy coś się stało Patrykowi? Jesteśmy jego koleżankami z klasy
i strasznie się o niego martwimy.
-Och dziewczynki... Nasz syn normalnie wyszedł dzisiaj z domu do szkoły. Byliśmy pewni, że spokojnie trafi, więc go dzisiaj nie podwoziliśmy. Nie całą godzinę temu zadzwonił u nas telefon. Odebrałam, a ktoś ciężkim, męskim głosem powiedział, że porwano naszego syna i, że o reszcie dowiemy się niedługo...
-Słucham?! Patryka?! Naszego Patryka?! - zapytała zaskoczona Kornela.
-Taak, nawet nie wiemy kto to mógł być. Przyjechaliśmy specjalnie do szkoły, żeby się dowiedzieć, czy nie było go tutaj.
-Niee, też się o niego martwiłyśmy od rana...
-Wiecie co, jeżeli tak to wygląda, to może pojedziecie z nami do domu... Chcielibyśmy porozmawiać – zaproponował zmartwiony ojciec chłopaka.
-Możemy, i tak nam się nigdzie nie śpieszy, nie Zuzia?
-No niee, możemy jechać.
-To do widzenia – odpowiedzieli wszyscy nauczycielce, która cały czas przysłuchiwała się tej rozmowie. Zeszli na dół, przed szkołę i wsiedli do samochodu. Jechali przez dziesięć minut
w ogóle się nie odzywając. Wszyscy martwili się co mogło się stać nastolatkowi i czy to nie jest przypadkiem jakiś głupi żart.
-Może zaraz wyskoczy jakiś gościu z kamerą i wytłumaczy, że to był dowcip – myślała Zuza.
Dojechali. Dom był przepiękny. Duży, z garażem, można było zauważyć, że na tyle znajduję się ogród. Wszyscy weszli do budynku. Przedpokój był w kolorze khaki, podłoga była wykafelkowana. Dalej znajdowała się jaskrawo zielona kuchnia i szary salon.
-I co? Macie go? - ze schodów zbiegła dziewczyna w wieku Korneli i Zuzi.
-Nie, nie było go w ogóle w szkole – odpowiedziała matka.
-Cześć, jestem Claire... - przywitała się.
-Ja Zuzia, a to Kornela. Jesteś siostrą Patryka?
-Taak.
-Nie wspominał, że ma siostrę... - szepnęła Korni.
-Nigdy za dużo o mnie nie mówi.
-Dziewczyny może usiądziemy w salonie, Cler idź zrobić wszystkim herbatę – powiedział ojciec. Córka poszła do kuchni. Dziewczyny usiadły ciasno na sofie.
-Bardzo mi przykro z powodu Patryka, to musi być dla państwa straszna sytuacja. Ledwo się przeprowadzić do innego miasta, a tu ktoś porywa syna – powiedziała szeptem Kornela, rodzice spojrzeli na siebie, znacząco.
-Jeżeli naprawdę byłyście blisko z Patrykiem musicie o czymś wiedzieć – powiedział mężczyzna. - Przeprowadziliśmy się tutaj, bo... No, bo w Koninie należałem do mafii. Zajmowaliśmy się brudną robotą. Napady, rabunki i zabójstwa... Ale nawróciłem się. Ważniejsza była dla mnie rodzina. I dlatego zamieszkaliśmy tutaj, wcześniej dostawaliśmy różne groźby, głuche telefony. Mieliśmy nadzieję, że  wszystko się zmieni, ale chyba ktoś nas odnalazł. A nie możemy pójść z tym na policję, przecież nie stanę na komendzie i nie powiem: ,,Przepraszam bardzo, jestem z gangu Konińskiego, przyjechałem tutaj i porwali mi syna dla okupu”. Znowu muszę radzić sobie sam. Tylko nie patrzcie na mnie jak na zbrodniarza. Zmieniłem się. Uwierzcie – dokończył i spojrzał na gości. Nastolatki były oniemiałe. Totalnie zaskoczone.
-Jasne, że pomożemy. Chodzi przecież o Patryka... - powiedziała Zuza, spojrzała na wszystkich. Wszyscy byli bladzi... Wiedziała, że muszą odzyskać chłopaka.
-Nie oddamy go bez walki – pomyślała...
__________________________________
No i kolejny rozdział za nami. Dla większości z was pewnie 14 rozdział wydawał się końcem... To dopiero początek. :D Z dedykacją dla Ziuty i dla mojej siostry, która ma tak samo zrytą banię jak ja.. :D Zachęcam do pisania na gg na nr. 45137316 . : ) Komentujcie, wpadajcie i udostępniajcie. Kolejny rozdział ukaże się albo dzisiaj - późno wieczorem, albo jutro rano. Pozdrawiam i przesyłam gorące buziole ! : *

piątek, 2 listopada 2012

Gadu - Gadu.

Strasznie mi się nudzi, więc po raz kolejny zachęcam do pisania do mnie na gg  45137316 . :D
Pozdrawiam. :)

14.

            Rozpoczął się weekend. Sobota była słoneczna i ciepła. Dziewczyna obudziła się późno. Wstała z łóżka o czternastej. Poszła do kuchni, czekał już tam na nią obiad, który szybko zjadła, bo była strasznie głodna.
            Kiedy skończyła wróciła do sypialni i włączyła swojego laptopa. Napisała do Korneli. Umówiły się na spotkanie na boisku szkolnym. Nastolatka zaprosiła też Patryka. Puściła głośno muzykę i wzięła do ręki książkę ,,Pamiętnik Narkomanki”. Kochała styl pani Basi. Widziała w niej autorytet. Oczywiście z tych starszych lat...
            Zadzwonił jej telefon. Dostała wiadomość od Korni. Spotkała już Patryka. Napisała, że będą za piętnaście minut. Zuzia zerwała się. Przygotowała się do wyjścia. W końcu pobiegła. Przyjaciele siedzieli już na ławce. Dziewczyna przywitała się. Siedzieli tak na boisku przez dobrą godzinę. Rozmawiali. W końcu Patryk zaczął delikatny temat:
            -Zuz, słuchaj... Bo tak się zastanawiałem... Co ty masz zamiar dalej zrobić?
            -W jakim sensie?
            -No ogólnie... Z Łukaszem i Michałem? No chyba nie masz zamiaru dalej tego ciągnąć, tak?
            -Ehhh... Ostatnio nad tym myślałam... Michał? Michała kochałam, a może byłam zauroczona? Ogólnie nie chcę z nim już być. A Łukasz? Łukasza też nie kocham, luuubie go bardzo, ale wiem, że to długo nie wytrzyma. Nie będę sama siebie krzywdzić przez to, że on chce ze mną być. Kornela wiem, że to twój brat, ale ja jestem twoją przyjaciółką, taak? Zmieńmy temat. Sama zadecyduję co mam zrobić.
            -Jak chcesz, ale się zastanów – doradził Patryk.
            -Taak, a moim bratem się nie przejmuj, jakoś to zniesie – powiedziała z uśmiechem dziewczyna. – Poczekaj, jeżeli chcesz to możemy to załatwić teraz, napisze do niego.
            -Ok, lepiej, żebym to miała za sobą.
            Słońce raziło nastolatków w oczy. Była wspaniała pogoda jak na jesień. Liście na drzewach miały przeróżne kolory. Zuzia lubiła tą porę roku. Nawet bardzo.
            -Hahahaha, Zuza zdziwisz się, ale Łukasz przyjdzie z Michałem.
            -Słucham?
            -No tak, napisał, że są na rampie na Osiedlu i że zaraz będą.
            -Okej? Od kiedy to oni się razem zadają?
            -Coś mi się wydaję, że od naszej rozmowy w szkole... – szepnął Patryk. Milczeli. Przez cały czas.
            Przyszli. Michał i Łukasz. Przywitali się.
            -Kto coś od nas chciał? – zapytał drugi.
            -Ja. Możemy porozmawiać na osobności?
            -Ekhmm? Okeej - odeszli kawałek. Dziewczyna prawie szeptem powiedziała:
            -No, bo wiesz... Dzisiaj w końcu doszłam do wniosku, że nie ma sensu tego wszystkiego ciągnąć... Nie kocham cię, możemy się kumplować, ale do siebie nie pasujemy. Przepraszam. Znajdziesz kogoś kto będzie ciebie wart... – dokończyła, patrząc się na swoje stopy.
            -Zuziu, mówiłem, że cię kocham. To prawda... No, ale nie będę cię do czegokolwiek zmuszać. Starałem się, żeby było pomiędzy nami wszystko dobrze, ale jeżeli chcesz to zakończyć, to ja chyba nie mam nic do gadania. Ale mam pytanie. Mam nadzieje, że po rozstaniu nie masz zamiaru być z Michałem? 
            -Niee. Nie kocham go. To było zauroczenie. Już nie chcę z nim być...
            -To dobrze. Dobra, może chodź do nich, bo coś czuję, że starają się wyłapać nasze każde słowo – powiedział chłopak ze śmiechem. Udawanym, ale ważne, że chociaż starał zachować pozory. Zuzia puściła oczko Korneli dając jej znak, że wszystko jest okej.
            -Wiecie co? Może wszyscy razem się gdzieś przejdziemy, co? – zaproponował Patryk.
            -Ale, że tak w piątkę? Spoko – odpowiedział za wszystkich Michał.
            Zuzia została w tyle z przyjacielem. Musiała wszystko mu przekazać. Ruszyli w stronę miasta. Słońce chowało się coraz bardziej za horyzont, liście ruszały się delikatnie na koronach drzew. Dziewczyna zrozumiała, że teraz będą dla niej najważniejsi przyjaciele. Nie chce tracić czasu na jakieś krótkotrwałe związki, bez celu. Szli tak śmiejąc się wspólnie. Ten dzień dla Zuzy był jednym z najwspanialszych w jej dość krótkim życiu.
______________________________
Siema, siema! No i już 14. :D Jestem coraz bardziej wkręcona w historię Zuzi. Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział. Komentujcie, wpadajcie oraz rozpowszechniajcie tego bloga w miarę możliwości. Będę baardzo wdzięczna. Dzisiaj już raczej nic sie nie pojawi. Następne rozdziały jutro. < 3
Pozdrawiam i zapraszam na moje gg 45137316. Zawsze chętnie popiszę, pomogę i doradzę. : * < 3